72. Wanna

Karolina patrzyła na swoje nogi wystające z wody w wannie. Szczupłe uda i kolana tworzyły dwie jasne wyspy ponad taflą. Dziewczyna powoli zanurzyła ramiona. Poczuła nieprzyjemne szczypanie na całej powierzchni ciała. Było jej zdecydowanie za gorąco, ale postanowiła na razie nie odkręcać zimnego strumienia. Wiedziała, że po jakimś czasie to wrażenie minie, ciało się rozluźni. 

Do końca projektu konserwacyjnego zostały cztery tygodnie. Kiedy minął szalony sylwester, cała ekipa wesołych pracowników wróciła na rusztowanie i w kościele znów odezwały się odgłosy odkurzacza zbierającego pył, szlifowania białych dekoracji, nawoływania z różnych pięter konstrukcji żeby podać jakieś narzędzie, o którym się zapomniało albo kubek z czystymi pędzlami. Po wizycie we Freiburgu razem z Hanką Karolina wróciła do klasztoru dumna i nieco obolała. Z nowymi tatuażami na rękach i portfelami chudszymi o parę dobrych euro obie pokazywały wieczorem przy kolacji dzieła tatuatora z ciemnej uliczki. 

– Teraz możesz czuć się bardziej… Cygańsko. Podróżniczo – podsumował Theo, opierając głowę na chudych ramionach. – Masz na ręce wskazówkę, gdzie cię serce niesie.

Jednak Karolina nadal nie czuła, że wie, gdzie prowadzi ją dalsza część jej własnej opowieści. Kilka miesięcy wcześniej słuchała rozedrganego głosu Gosi, która przemierzając Bałkany szukała odpowiedzi na najważniejsze pytania. Rzucona w wir radosnego podróżowania Małgorzata Swadźba dowiedziała się wiele o sobie, aż w końcu wróciła do Torunia i po niedługim czasie na powrót odnalazła swoje miejsce w życiu. Karolina za to w pogoni za miłością straciła energię oraz cel. W jakimś sensie jej wyjazd do Niemiec okazał się przedłużeniem czasu studiów, co na każdym kroku swoim zachowaniem podkreślali jej koledzy i koleżanki z rusztowania. Wśród codziennych śmiesznostek i zwykłej, nużącej pracy mieli czas na filozoficzne rozmowy, zwiedzanie okolicy, bitwę na śnieżki, wspólne piwo, herbatę czy głupie filmy. Obserwując swoich polskich znajomych przez media społecznościowe Karolina czuła się jak beztroski dzieciak – co chwilę na ekranie jej smartfona pojawiały się zdjęcia pierścionków zaręczynowych, mieszkań kupionych na kredyt albo słodkie buzie dzieci. 

Zanurzona po szyję w gorącej wodzie dziewczyna dała w końcu za wygraną. Odkręciła na chwilę zimny strumień. Po kilku sekundach chłód dotarł do jej stóp kojącą falą. Odetchnęła. 

“Czy muszę już wiedzieć, o co mi chodzi? Może dobrze będzie po powrocie z tego projektu znaleźć po prostu następny?” – myślała.

Tak właśnie od roku funkcjonował Kris. Skończone studia dawały mu możliwość pracy w zawodzie, ale zdecydowanie bardziej wolał krótkie wolontariaty w ciekawych miejscach, projekty oparte na pomocy lokalnym społecznościom albo nawiązywaniu międzynarodowej sieci kontaktów. Dopóki Karolina nie porozmawiała z nim poważnie o jego życiowych priorytetach, uważała taki styl życia za pozbawiony głębszego sensu. Szli na jeden ze swoich weekendowych spacerów po okolicznych lasach, zaopatrzeni w herbatę, czekoladę i małą butelkę nalewki. Karolina nieśmiało zasugerowała, że Kris nie wykorzystuje swojego potencjału, nie zarabia na przyszłość, tylko się bawi.

– Serio tak uważasz? Że zmarnowałem ostatni rok? – zapytał lekko rozbawionym tonem. Śnieg skrzypiał pod ich butami, kiedy szli leśną ścieżką. – Czy to ogólnie przyjęty model życia nie pasuje do moich decyzji?

– Nie wiem, co dokładnie mi nie pasuje – odpowiedziała, omijając nisko zwieszoną, ośnieżoną gałąź buku. – Po prostu rozsądne wydaje się zaraz po studiach robić karierę, kiedy masz na to czas, kiedy masz dużo siły, nie znalazłeś jeszcze życiowej partnerki, dla której z wielu rzeczy trzeba rezygnować, twoi rodzice są zdrowi i sprawni i nie musisz ich na razie wspierać…

Kris zatrzymał Karolinę wyciągając ramię w bok. Położył palec na ustach. Kilka kroków przed nimi pomiędzy pniami drzew przesuwały się brązowo-szare kształty. Dopiero po chwili Karolinie udało się wypatrzyć wielkie oczy, chude nogi i białe zady saren. Powoli, uważnie, pięć zwierząt przeskoczyło przez ścieżkę, obdarzając ich krótkim spojrzeniem. Kiedy znikły za kurtyną ośnieżonych gałązek, dziewczyna zwróciła wzrok na Krisa. Chłopak z iskrami w oczach wpatrywał się dalej w miejsce, gdzie przed chwilą zniknęły zwierzęta. 

– Piękne, co?

– Aha.

– Ja naprawdę nie wiem, jak można nawet pomyśleć o strzelaniu do nich.

Ruszyli dalej. Chłopak wyciągnął z plecaka czekoladę i poczęstował Karolinę.

– Powiedziałaś, że rozsądne jest według ciebie rzucić się w wir dorosłości, ciężko pracować i tak dalej, prawda? 

– Tak mi się wydaje. 

– Ja właśnie dlatego robię coś zupełnie odwrotnego – uśmiechnął się. – Na poważne decyzje, uwiązanie się do jednego miejsca przyjdzie jeszcze czas. Poznałaś mnie trochę lepiej, więc  wiesz, że to nie wynika z lekko myślności. W moim wypadku jeżdżenie z projektu na projekt nie zaspokaja jakiejś niespokojnej potrzeby, fascynacji zmianą. Może w tym co teraz powiem wyczujesz nawet lekki weltschmerz… – zatrzymali się pod ogromnym świerkiem. Patrząc na niego Kris mówił dalej. –  Zanim dorosłość mnie dopadnie z całą swoją paletą złośliwych, dołujących zagrywek, mam szansę poznać Europę od trochę bardziej beztroskiej strony. Nowi ludzie i miejsca niesamowicie mnie ciekawią, choć żadna ze mnie dusza towarzystwa. Skoro i tak pewnego dnia utonę w tej smutnej zupie, to teraz chcę czerpać z moich możliwości pełnymi garściami. Rozumiesz?

Karolina głęboko odetchnęła mroźnym powietrzem. 

– Rozumiem. Tylko nie wiem, czy my w Polsce możemy sobie pozwolić na taki luksus. 

– To nie luksus – uśmiechnął się Austriak. – To indywidualny wybór. 

Kiedy wracali do klasztoru, powietrze jeszcze bardziej się ochłodziło. Zziębnięci postanowili przebiec ostatni kawałek przez zaspy i wpadli na teren pod kościołem zdyszani, z nosami czerwonymi z zimna. 

– Marzę teraz o wannie gorącej wody – Kris otworzył drzwi wejściowe do budynku, w którym spali. – Chyba zaraz tam wskoczę.

– Macie wannę w pokoju? – zdziwiła się Karolina. Otrzepała buty ze śniegu i weszła w ciemność korytarza. – Myślałam, że w każdym jest prysznic. Zresztą, ja bym z wanny nie zrobiła wielkiego użytku. Nigdy jej nie miałam i nie rozumiem przesiadywania w tylu litrach wody.

Kris z teatralnym zdumieniem aż przetarł okulary. 

– Niemożliwe! Nigdy nie leżałaś w wannie? Nie czytałaś w niej? Zero relaksu?

– Nie.

Pokręcił głową. Ruszyli schodami do góry.

– To musisz to zrobić dzisiaj.

– Ale jak to? – Karolina roześmiała się. 

– No musisz, mówię ci. To najlepsze miejsce do myślenia. Skoro do końca projektu zostały nam tylko cztery tygodnie, a potem chcesz się poświęcić robieniu zawodowej kariery bez żadnych rozrywek czy zabaw, przed powrotem powinnaś zrobić jeszcze mnóstwo nowych rzeczy – zapał w głowie chłopaka był tak zaraźliwy, że Polka po krótkiej chwili zgodziła się spróbować dobroczynnego wpływu wanny na zziębnięte ciało. – Bierz ręcznik i płyn do kąpieli i przychodź do naszego pokoju jak najszybciej. 

Godzinę później Karolina nadal nie rozumiała tego fenomenu. Choć jej organizm przystosował się do gorącej wody, zanurzona po szyję obserwowała swoje ciało pod taflą ze sceptyczną miną. Może po prostu nie umiała się rozluźnić, nie tylko po spacerze, ale również życiowo? Może jej problemem wcale nie był brak wytyczonej sztywno ścieżki kariery, ale wewnętrzne ciśnienie, by zrobić to idealnie, jak najszybciej, bez wprowadzania poprawek?

To jedno musiała przyznać: podobała jej się koncepcja poświęcenia ostatnich dni pobytu w Szwarcwaldzie na próbowanie nowych rzeczy. Miała już pamiątkę w postaci tatuażu, którego zdjęcie z radością wysłała do przyjaciółek w Toruniu. Zdecydowanie podszkoliła swój niemiecki, a także umiejętności manualne potrzebne przy dbaniu o zabytki. Noc spędzona ze zwariowanymi właścicielami kamperów na przełęczy sprawiła, że gdzieś z tyłu głowy zagnieździł jej się pomysł na kolejne przygody w trasie. Ze wstępnych wyliczeń dokonanych w pamięci wynikało, że udałoby się stary samochód taty przerobić na taki wyprawowóz. Zwykła tygodniowa praca oraz weekendowe wyprawy mogły być alternatywą dla całkowicie cygańskiego stylu życia. Wyobraziła sobie każdy szczegół swojego przyszłego vana: jego wnętrze, turystyczny sprzęt zlokalizowany pod materacem do spania, polową kuchnię wysuwaną na szynach i śliczne lampki wiszące nad głową. Aby zrealizować pierwszą fazę swojego nowego planu nie musiała nawet rzucać wszystkiego i jechać w Bieszczady, bo Sudetom jako górom przecież niczego nie brakowało, a dzikich miejsc znała w nich na pęczki.

Wychodząc z wanny miała już w głowie wstępną listę kolejnych nowych doznań do odkrycia. Ponieważ chciała natychmiast podzielić się nią z Krisem, niedbale owinęła ręcznik wokół ciała, wyszła z wanny na zimne kafelki i bez ostrzeżenia otworzyła drzwi do łazienki.

– Wiesz, to jednak był świetny pomysł, żeby…

Urwała w pół słowa. 

Przy biurku w pokoju siedział Calin, równie zaskoczony sytuacją, co Karolina. 

– O rany, myślałem, że to Kris tam siedzi – chłopak udawał, że nie patrzy na odsłonięte, mokre ciało koleżanki. 

– A ja nie wiedziałam, że ty tu jesteś, sądziłam, że Kris… To ja tam wrócę.

Szybko wskoczyła z powrotem za drzwi łazienki. Spojrzała w lustro. Parsknęła nerwowym śmiechem i poklepała się po czole, mrucząc pod nosem inwektywy na własny temat. “No to do listy nowych doświadczeń mogę dopisać kolejną – pomyślała. – Od dziś na sto procent zostanę obiektem plotek na temat romansu z Austriakiem.”

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *