11. Kirgistan i poranna kawa

Po kilku godzinach spędzonych w dusznym samolocie Karolina miała wrażenie, że jej kręgosłup potrzebuje natychmiastowej rehabilitacji lub przynajmniej 30 minutowego treningu jogi. Z przytłumionym poczuciem świadomości obserwowała gwar na lotnisku pod Biszkekiem, szła korytarzem za tłumem i niespiesznie pokazywała strażnikom swój polski paszport. odszukała na taśmie bagażowej plecak. Na szczęście Wśród tobołów owiniętych streczem i walizek zdolnych pomieścić co najmniej owczarka niemieckiego nietrudno było go dostrzec. odłączyła się od zaspanej grupy pasażerów, by znaleźć toaletę na lotnisku.

Pierwszym zmysłem, który zapowiadał coś nowego, okazał się węch. Poczuła się nagle, jakby lot cofnął ją w czasie, zamiast przenieść w przestrzeni. Przeszła przez drzwi łazienki, w progu minąwszy ziewającą kobietę w chuście. Plastikowy zegar powieszony na szarej ścianie pokazywał czwartą rano. Karolina zobaczyła rząd pomalowanych olejową farbą drzwi, za którymi z pewnością znajdowały się ubikacje. Razem z kafelkami o barwie wymiętolonego różowego kartonu, z papierem na haku naprzeciwko rzędu drzwi, wszystko wyglądało zupełnie jak w bardzo obskurnej szkole z wczesnych lat 90′.

Oderwała kawałek papieru z haka, pchnęła drzwi i zamknęła je za sobą na metalową zasuwkę. Dziewczyna musiała chwilę się zastanowić nad tym, co właściwie jest nie tak. Coś się nie zgadzało, ale jeśli była na nogach o czwartej rano, to zazwyczaj w jej życiu coś się nie zgadzało.

Ubikacja w typowej dla tego regionu formie dziury w podłodze to był najwyraźniejszy znak, że jednak lecąc samolotem przekroczyła kilka granic. W Turcji widywała oczywiście takie toalety, ale jednak nie spodziewała się widoku białej „kucanej” muszli klozetowej na największym lotnisku w kraju.

„Ahoj, przygodo…” – pomyślała sennie Karolina i uśmiechnęła się pod nosem.

Przejażdżka w stronę centrum stolicy była jeszcze bardziej ekscytująca, niż pierwsze wrażenia na lotnisku. Dwóch dziadków czekających z nią na przystanku, na odpowiedź na pytanie skąd pochodzi, postanowiło opowiedzieć jej swoje wojenne historie związane z Polską. Mówili po rosyjsku, więc zrozumiała z tego połowę, a drugą połowę ciągle się uśmiechała, co bardzo się dziadkom podobało. Obdarowali ją wielkim żółtym melonem i tylko silne protesty powstrzymały ich przed wręczeniem jej jeszcze butelki jakiegoś lokalnego napoju o barwie zakwasu do żurku. Nieco zdenerwowwany kierowca marszrutki prawie wypchnął Karolinę z busa na przystanku Awtowokzal i trąbiąc odjechał w stronę zakurzonych obrzeży miasta. Młoda kasjerka w sklepie mówiła perfekcyjnym angielskim i życzyła jej miłego dnia.

Kiedy dwie godziny później dziewczyna meldowała się w hostelu z ogromnym melonem pod pachą, postanowiła niczemu się nie dziwić i w ten sposób zaaklimatyzować się w Azji.

– Patrz, przyszło śniadanie! – roześmiał się po angielsku chłopak, siedzący przy wielkim stole koło wyjścia do ogrodu.

Karolina rozejrzała się nieco nieprzytomnym wzrokiem, próbując odnaleźć właściciela głosu.

Wspólna przestrzeń w hostelu składała się z ocienionej pnączami wiaty przytulonej do ściany budynku, kuchni na świeżym powietrzu i ogrodu, gdzie niektórzy goście rozbijali swoje namioty. O poranku było tam dość pusto, jednak przy stole siedziało dwóch młodych mężczyzn, a z ich kubków postawionych na blacie unosił się w powietrze kojący zapach kawy. Karolina natychmiast wyostrzyła swoją uwagę i skupiła ją na zawartości kubków.

– Kawa – powiedziała tylko, a dopiero potem spojrzała na osoby przy stole.

Jeden z chłopaków miał wielki orli nos, burzę brązowych loków, ciekawskie spojrzenie i nosił powyciąganą szarą koszulkę, wyblakłą od słońca. Chwycił metalowy kubek w dłoń, zachrzęściły bransoletki na jego opalonej ręce. Uśmiechnął się szeroko do Karoliny i zanim zdążył cokolwiek powiedzieć lub zaproponować, dziewczyna już łapczywie piła.

Kiedy odstawiła puste naczynie na stół, cała trójka roześmiała się głośno. Było jej trochę głupio, że znajomość rozpoczęła od wypicia czyjejś porannej kawy.

– Dzisiaj na śniadanie… żółty melon od dziadka! – zakomunikowała radośnie, po czym położyła ciężki owoc na stole.

Drugi z młodych mężczyzn wyciągnął zza paska wielki nóż. Wprawnym ruchem podzielił melona

na plastry, a słodki owocowy zapach natychmiast wymieszał się z wonią mocnej kawy. Przez okrągłe okulary w cienkich oprawkach chłopak spojrzał na Karolinę, która potargana, zmęczona i bardzo szczęśliwa stała nieruchomo przy blacie.

– Zdejmuj plecak, te ciężkie buciory, umyj ręce i siadaj do śniadania jak człowiek – powiedział wolno, bardzo spokojnym i miłym głosem.

Dziewczyna westchnęła, słysząc tę propozycję, po czym bez słowa wykonała po kolei wszystkie polecenia. Chłopcy w tym czasie zaparzyli dodatkowy kubek kawy, wyłożyli na stół jeszcze trochę jedzenia i cały czas rozmawiali ze sobą po francusku. Kiedy już w sandałach, trochę odświeżona, Karolina szła przez skąpany w słońcu ogródek hostelu, zaczynali się budzić inni jego mieszkańcy. Ktoś wymruczał kilka brzydkich słów z wnętrza namiotu, ktoś jak zombie przemknął w stronę łazienki.

– Tu jest twój kubek – chłopak z kręconymi włosami pokazał palcem na pełne kawy, duże naczynie stojące obok deski z melonem. – Chyba jesteś kawowym potworem, co?

– Tak! Największym na świecie!

Dziewczyna przeczesała jasne włosy dłonią i szybko zaplotła je w luźny warkoczyk. Usiadła przy stole, spojrzała przed siebie i napotkała wzrok obu chłopaków, skierowany w nią wyczekująco. W ułamku sekundy rozpoznała w nich tę samą energię, która ją sprowadziła do Kirgistanu.

Blondyn w okularach sięgnął do paczki papierosów, która leżała obok. Chudą dłonią wyciągnął jedną fajkę ze środka, zapalił i zaciągnął się mocno.

– Jestem Mathis, a to jest Will – powiedział chłopak z kręconymi włosami. – A ty? Już wiemy, że jesteś uzależniona, możemy cię tak nazywać, ale jeśli wolisz po imieniu…

Karolina akurat opychała się melonem, który pachniał słońcem. Poczuła jak sok ścieka jej po brodzie i kapie na odsłoniętą stopę. Przełknęła ostatni kęs i dopiero wtedy odpowiedziała.

– Jestem Karolina, przyjechałam z Polski.

„I coś czuję, że naprawdę dobrze trafiłam…” – dokończyła w głowie, obserwując siedzących naprzeciwko podróżników.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *